W lipcowym wydaniu Forum Służby Więziennej ukazał się kolejny artykuł nt. naszego kolegi Łukasza Listwona pt. "Sierżant i Cezar".

Ubieram się w 40 sekund, wiem, że przekazuję psu emocje. „Uzbrajam” Cezara, zakładam mu szelki, kaganiec, widzę, że jest podniecony. Idziemy na teren zamknięty do więziennego pawilonu „B”. Jedno moje słowo: „bierz” i strach przechodzi przez wszystkich – opowiada sierż. Łukasz Listwon, przewodnik psa służbowego z Zakładu Karnego w Przytułach Starych.

Jest świeżo po interwencji. Łukasz ma jedną, dwie takie akcje w tygodniu. Dostaje szybki telefon od dowódcy zmiany, rzuca wszystko i idzie z psem na wskazane miejsce. Dziś – korytarz więzienny. Dwóch skazanych kłóci się ze sobą w celi. Gniew i złość. Funkcjonariusz pojawia się z psem. Sam ich widok sprawia, że osadzeni reflektują się. Hamują emocje i momentalnie się uspakajają, i o to chodzi. Nie trzeba innych komend.

Pies służbowy w więzieniu działa trochę jak tabletka na uspokojenie. Lepiej nie spotkać się z nim w cztery oczy. Budzi strach i respekt wśród osadzonych. –.Jest wyszkolony do obrony przez obezwładnienie w sytuacjach kryzysowych. To pies od gryzienia – wyjaśnia sierżant. I zaznacza, że w całej Polsce więziennej ani razu nie był użyty w ten sposób. – Jest dziewiątym w kolejności środkiem przymusu bezpośredniego, przed nim mamy do wykorzystania osiem innych metod interwencyjnych, bardzo skutecznych, np. przy buncie osadzonych – tłumaczy funkcjonariusz. Pies w więzieniu to przede wszystkim prewencja.

Ferrari na szkoleniu

Pierwszy owczarek belgijski do pracy w służbach mundurowych trafił w Stanach Zjednoczonych . Od 12 lat psy tej rasy są w polskiej Służbie Więziennej. – To nasze ferrari: dynamika i posłuszeństwo – mówi sierżant. – Są to psy, przynajmniej taki jest Cezar, które chcą wprowadzić do działania coś swojego. Pamiętam ćwiczenia o nazwie „efekt cienia”, Cezar forsował swoje udogodnienia. Ale ich nie egzekwowałem. I dostosował się do mnie. Techniką pochwał można przeprowadzić każdą czynność. „Dobry pies” – te słowa wydawały mi się na początku nijakie, infantylne, a działają znakomicie. Mechanika w tresurze – czyli ręczne pomaganie psu, by na przykład usiadł – jest krzywdząca. Natomiast wspaniale w szkoleniu sprawdza się naśladownictwo.

Młody kadet Łukasz i Cezar uczyli się partnerstwa na kursie dla przewodników psów na Węgrzech. Musieli wykazać się umiejętnościami podczas napadu na konwój, uprowadzenia skazanego, ostrzelania zakładników. – Udaliśmy się w pogoń za skazanym – opowiada jedno z ćwiczeń. – Przy drzwiach dla zmyłki stał pozorant pasywny – dobry, drugi trzymał łobuza-więźnia. Co pies zrobi? W kogo uderzy? W dobrego? Wszystkie psy atakowały pierwszego pozoranta. Słuchać tylko było: „nul, nul, nul!”. I przyszła nasza kolej. Krzyknąłem: „Stój, Służba Więzienna! Jak się nie poddasz, użyję psa!”. I puściłem Cezara. Słyszę: biją brawa, i widzę, jak mój pies przytrzymuje tego drugiego, agresywnego porywacza. Polały mi się łzy, puściły emocje. „Good Polak!” – mówili, – „Dobra robota!”. To dzięki niemu. Wiem, że jesteśmy partnerami na dobre i na złe.

Wiadomo, kto tu rządzi

Cezar jest łagodny i poddany Łukaszowi, posłuszny i bardzo przywiązany do swego pana. Może zaatakować jedynie na rozkaz. Jest jak dynamit. Puszcza rzeczy na komendę, patrzy w oczy. Nie ma wątpliwości, kto w tym związku rządzi. Gest, wzrok, słowo – i psiak reaguje tak, jak pan chce. – Każdego dnia docieramy się – mówi przewodnik. – Po szkoleniu w Czarnem mówili nam, że prawdziwe zacznie się po powrocie. I to prawda.

Od początku wiedział, że pies zamieszka z nim w domu. Ania, żona Łukasza bardzo się ucieszyła, że będą mieli pieska. Ale Łukasz miał obawy. Trochę miał stracha, czy wytresowany do ataku czworonóg polubi jego wybrankę serca? Na początku Cezar reagował negatywnie, chciał dominować, nie reagował na polecenia, nie akceptował Ani i często traktował ją jak powietrze. Czuł się niepewnie i nie wiedział, kim jest ta obca kobieta. Był czujny, nie spuszczał z niej oczu, bacznie obserwował ją i reakcje Łukasza. – Zawsze jest spojrzenie najpierw na mnie – wyjaśnia sierżant. – Teraz żona z psem są kumplami. Nigdy nie wyszczerzył na nią zębów – mówi z dumą.

Pan jednak jest jeden. Gdy otwierają mu kojec, nie wita się z Anią, biegnie do Łukasza. – Karmię go tylko ja – wyjaśnia przewodnik. – Taka jest zasada. Pies służbowy w ten sposób jest szkolony, słucha jednego człowieka. „Siad”, „waruj” – czasem Ania próbuje wydawać komendy, ale Cezar… nie reaguje. Wykonuje polecenia moje i zmiennika w służbie.

Teraz pies jest udomowiony. Na początku nie rozumiał, że w zakładzie karnym ma być czujny, a w domu nie. Dzięki zabawie, wprowadzaniu do domu osób trzecich, takich, które nie stanowią zagrożenia: kuzynów, ciotek, wujków – pies, który służy do obezwładniania, stał się przyjazny ludziom.– Posłuszeństwo ogólne buduje się miesiącami i latami – zaznacza specjalista od psa i zdradza, że pies przestaje szczekać przez wyciszanie, czyli powolne głaskanie wzdłuż ciała i mówienie po cichu.

Cezar uwielbia przejażdżki samochodem. Gdy pan podjeżdża pod bramę, pies podbiega, cieszy się i domaga się, aby wpuścić go do bagażnika. Łukasz zatrzymuje się, ten wskakuje i dalej jadą razem. Zabiera go na ryby, do sklepu, i na pokazy posłuszeństwa dla dzieci. – Często nas zapraszają do szkół – mówi funkcjonariusz. – Ostatnio mieliśmy trzy imprezy w Dzień Dziecka. Na jedną Cezarka nie brałem, bo był już zmęczony. Dyrektorka pyta: „Macie tego super psa?”. „Nie, wyczerpany…” – odpowiedziałem. Jeździmy, by uczyć dzieci posłuszeństwa i umacniać społeczeństwo w przekonaniu, że w służbie wykonujemy dobrą robotę.

Jest moimi oczami

– „Carpe diem” (chwytaj dzień – red.), tak staram się żyć – mówi funkcjonariusz. W pracy jest różnie, wiadomo, służba w więzieniu jest trudna. Na co dzień skazani za ciężkie przestępstwa, nieustanny stres… Można się zniechęcić, wypalić zawodowo, chcieć zmiany.

O Cezarze Łukasz mówi, że to towarzysz na czterech łapach. – Jest moją podporą i oczami z tyłu głowy – tłumaczy. – Obserwuje. Nie pozwala na długie rozmowy z innymi. Zazdrośnik. Owczarki belgijskie takie są. Przywiązują się do jednego człowieka. Pamiętam, jak poznałem go w Kamińsku na weryfikacji zakupionych do służby psów. Pojechałem zobaczyć, z kim będę pracować. Usłyszałem: „Panie Listwon, proszę do pieska podejść”, a ja bałem się, nie ukrywam. W końcu to pies uczony gryzienia. Dostałem Cezara, ale dopiero po dwóch miesiącach położył się przy mojej nodze. To oznaczało, że jesteśmy zespołem. Oddał mi się.

Partnerzy na dobre i na złe

Jak wygląda ich dzień? Wstają o szóstej, idą nad rzekę, robią kilometrowy truchcik. Pies biegnie przy nodze sierżanta, potrafi wystartować do zająca, ale przywołany wraca. Gorzej z kotami – ich nie znosi. Szybka kawa i jadą do więzienia. Praca od 8 do 16, kilka razy w miesiącu do późnego wieczora. Na posterunku pierwsze, co robi przewodnik, to przygotowanie psa do służby. – Dbam, żeby był gotowy. Wyczesanie, chwila zabawy, sprawdzam stan jego uzębienia, i do pracy!

Obchodzą teren i sprawdzają zabezpieczenia techniczno-ochronne, idą wzdłuż linii ogrodzenia zewnętrznego. Przed południem aportowanie ćwiczebne – udoskonalanie posłuszeństwa w formie zabawy. Ćwiczą w różnych miejscach – plac spacerowy, piwnice, pawilon „A”, dyżurka oddziałowego, cela mieszkalna. Czasem jadą w konwój z najgroźniejszymi przestępcami. Obsługują konsultacje medyczne poza zakładem karnym w publicznych placówkach zdrowia oraz nagłe interwencje w pawilonach mieszkalnych więźniów. – Jest kolorowo i gorąco, dużo bodźców – mówi funkcjonariusz. – Mój partner na czterech łapach w pracy jest bardzo czujny i należy mu się odpoczynek. W południe ma przerwę – idzie do kojca i wycisza się.

Ma go cały czas przy sobie. Siedzi obok niego, leży w pokoju. Niedawno sierżant został zbrojmistrzem, i teraz koledzy widzą, że nikt nie podejdzie do zbrojowni. Pełne bezpieczeństwo. Oraz profilaktyka, profilaktyka i jeszcze raz profilaktyka!

10 maja Cezar skończył trzy lata. Sierżant Łukasz pamiętał o urodzinach partnera. Na urodziny dał mu torcik z ulubionych psich przysmaków – wołowych sticksów.

 

teskst, zdjęcia: Agata Pilarska-Jakubczak, Łukasz Listwon

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej