W czerwcowym wydaniu Forum Służby Więziennej ukazał się artykuł nt. pasji naszego kolegi Łukasza.

Znajomi mówią, że ma kadr w oku. Rzeczywiście ujęcia mówią same za siebie – światło, szczegół, ciemne tło, twarze. Łukasz Listwon kocha fotografować, ale też kręci filmy i opiekuje się służbowo towarzyszem na czterech łapach. Ta historia jest pełna barw i więzi – dziś cześć pierwsza o Łukaszu i jego fotografii.

Zakład Karny w Przytułach Starych. Przewodnik psa służbowego, wyszkolonego do obrony. – Taki pies jest dziewiątym środkiem przymusu bezpośredniego – zaznacza Łukasz. Trzeba o niego odpowiednio dbać. Karmić w swoim domu. Utrzymywać z nim więź. Troszczyć się. By wiedział, że nic mu nie grozi, jest bezpieczny, ma przyjaciela. Zero agresji.

Spędza z nim dnie i noce. Jedno spojrzenie i pies jest przy nim, łasi się, wyciąga szyję, by go pieścić. Ale dzisiaj Łukasz nie skupia się na czworonogu. Zostawia go przy dyżurce bramowego i spędza dzień ze mną. Pokazuje fotografie i opowiada, jak to się zaczęło. Rozmawiamy o zdjęciach.

Kwiatki i motyle

Pradziadek to lubił. To zajęcie. Twórcze. Jest chwilą zatrzymania czasu. Widać obraz i pstryk. Pierwsze zdjęcie zrobił mając 16 lat. Zwyczajnie, jak dziś wszyscy, telefonem komórkowym. Na obrazku widać tło i nieruchomy kwiat – łatwo dostępny, mlecz zwyczajny, mniszek lekarski, żółty, trawa zielona. Interesujące i ładne, ale brak szczegółów.

– Dostrzegałem wady swoich zdjęć – opowiada Łukasz. – Jednak nie chciałem się poddać i zaprzestać fotografować. Uczyłem się, aby dojść do perfekcji. Przeglądałem fotopage, starałem się podejrzeć, jak robią to inni uprawiający fotografię. Kwiatek, krajobraz, pies, portret. Co to jest przesłona, czas ekspozycji, ISO, redukcja szumu. Przez pierwsze lata przyglądałem się przyrodzie i pstrykałem telefonem. Nie miałem odwagi, żeby fotografować ludzi.

Anonimowy, cichy, gromadził zdjęcia dla siebie. Ciągle dostrzegał, czego im brakuje. Nie chodziło o szczegóły techniczne, ale o kadr i jego szczegóły. Chciał tak je zakomponować, aby obraz miał urok, by wprowadzić oglądającego w zdumienie. – Nie wiem, czy mi się to udaje – zaznacza skromnie. – Nie zajrzę człowiekowi w głąb duszy.

Tylko dla siebie

Nie było go stać na profesjonalny sprzęt fotograficzny, kiedy wstąpił do Służby Więziennej w 2010 roku. Pierwsza wypłata – 1 480 zł. Potem trochę więcej, wynagrodzenie powoli rosło. Zaczął odkładać na aparat. I przyszedł czas na pierwszą półprofesjonalną lustrzankę ze zmienną optyką. Wybrał Nikona D 5200. Zaczęło się prawdziwe polowanie na niepowtarzalny kadr. Rosła baza zdjęć. – Fotografowałem dalej, ale nadal tylko dla siebie. Ukrywałem się, robiłem zdjęcia, przeglądałem je, archiwizowałem – opowiada funkcjonariusz. – Ośmieliłem się w końcu sfotografować człowieka – to stało się moim konikiem. Mimika, gest, przekaz emocji. Jak uchwycić złość, zmęczenie, radość, na co zwrócić uwagę, co pokazać. Na pewno dobrej klaty nie zrobi sam aparat – do tego potrzebny jest człowiek, który zauważy daną scenę i bohatera akcji.

„My nie wiedzieliśmy, że Łukasz robi zdjęcia” – mówią jego koledzy i koleżanki z pracy. Podpisywał zdjęcia pseudonimem fotoanemon (anemone to po łacinie zawilec) i umieszczał je w internecie, nikt nie przypuszczał, że pod tym mianem skrywa się Łukasz. – W końcu ludzie zaczęli zauważać moje zdjęcia. Podobały im się i zastanawiali się, kto jest ich autorem, i ujawniłem się – stwierdza.

Pierwsze zlecenia

– Dobre zdjęcie żyje, ma urok, jest interesujące, jest fachowo wyostrzone, coś przedstawia, widać na nim emocje – uważa Łukasz. – Dla mnie fotografia jest relaksem. Dzięki tej pasji nie przynoszę pracy do domu. Kiedy na ulicy spotykam kolegów, otwarcie mówię: nie rozmawiam po służbie o służbie. Fotografując odreagowuję stres. A jeszcze bardziej teraz – od maja ubiegłego roku – jak mam przyjaciela na czterech łapach.

Kiedy Łukasz ujawnił się, zaczął otrzymywać zlecenia na zdjęcia służbowe. Agnieszka Chaberek, rzecznik prasowy jednostki, oglądając jego materiał fotograficzny powiedziała, że ma kadr w oku. – Nieodpłatnie zrobię fotoreportaż, a czasami za przysłowiowy koszyk wędlin i bochenek chleba. W studiu w plenerze, na poligonie, podczas ćwiczeń manewrowych. Są to reportaże ślubne, portrety, dokumentacje imprez służbowych, więziennych kampanii medialnych, Nocy Muzeów. Niekiedy wystarczy 5, 10 minut i zadanie jest wykonane. Jego zdjęcia znajdziemy na Portalu Służby Więziennej, na plakatach, zaproszeniach służbowych, fanpagach, Instagramie – listwon_photography.

Ma zezwolenie dyrektora na poruszanie się z aparatem fotograficznym po terenie jednostki, oczywiście zachowując zasady bezpieczeństwa, intymności i przychylności funkcjonariuszy i osadzonych. Ostatnio poproszono go, by sfotografował wydawanie posiłków osadzonym. Wymagało to trochę poświęcenia, bo śniadanie jest o 6.00, obiad o 11.30, natomiast kolacja o 17.00. Kończył więc zlecenie po godzinach służby.

Ostatnio wysłał zdjęcia na konkurs International Photography Awards. Znalazł się na 50 miejscu w grupie dwóch tysięcy fotografów. – Dla mnie to dobry wynik, jak na fotoreportera z ulicy – zaznacza funkcjonariusz. – Wysłałem to, co matryca zarejestrowała. Bez przerabiania. Lubię surowy stan zdjęcia. Sama puszka, samo body, z niego można wycisnąć bardzo wiele. Ustawić balans bieli, popracować w trybie manualnym. Używam obiektywów bez zmiennych ogniskowych ze stałym światłem. Oczywiście im jaśniejsze, tym lepiej. I dbam o kadr. Można w nim zamknąć, to co ważne, najistotniejsze.

Tematy są różne. Wielkanoc w więzieniu? Czemu nie. Wziął psa i posadził go w plenerze. Trawa, słońce, niebieskie niebo, zrelaksowane zwierzę i mamy wiosenne ujęcie. Pozdrowienia z Przytuł Starych! „Bierz aparat i biegnij. Wiesz, jak to złapać, żeby nikt się nie przyczepił” – mówią do niego. I organizuje temat.

Po prostu pomóc

Przewodnik psa jest pozytywnie zakręcony, wrażliwy, uważny. Ceni solidarność i jedność w służbach mundurowych. Lubi pomagać. Jego dziadek też miał taki charakter, dostrzegał potrzeby innych.

W ubiegłym roku, żeby wspomóc chore dzieci oraz ich rodziny w służbach mundurowych, Łukasz zorganizował zbiórkę pieniędzy. Za jego namową sponsor wyprodukował kalendarze na 2018 rok. Koszt jednego egzemplarza wyniósł 70 zł. Drogo? Drogo. Ale dołożył sponsor. Sto kalendarzy poszło w miesiąc. Ludzie dawali co łaska. I udało się zebrać 6 tys. zł. Dla Karoliny, Marysi i Dobrusi – na leki i endoprotezę. Karolina jest siostrzenicą kolegi z pracy, Marysia – córką policjanta, a Dobrusia – córką strażaka. Wszyscy pochodzą z okręgu białostockiego. Kadra więzienna zaprosiła całe rodziny do zakładu karnego, a Łukasz zrobił im zdjęcia. – Chcieliśmy spotkać się z nimi i po prostu im pomóc. Zdjęcia z tych spotkań znalazły się w kalendarzu – wyjaśnia Łukasz. – Mam marzenie, aby robić to dalej, pomagać i dalej fotografować. Mieć super sprzęt i pracownię. Wiem, że to może się spełnić i że się w tym sprawdzę. Fotografowanie daje mi napęd do życia na następny dzień.

 

https://www.sw.gov.pl/galeria/kadr-w-oku-lukasza

 

tekst: Agata Pilarska-Jakubczak

zdjęcia: Łukasz Listwon

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej