Powszechnie wiadomo, że zawsze lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Dlatego też, chętnie odpowiedziałam na zaproszenie dyrektora jednego z lubuskich przedszkoli, w którym to spotkałam się z jego podopiecznymi.

 

Zakład Karny, to temat, który często budzi ciekawość moich rozmówców. Bywa, że konieczne jest urealnianie więziennej rzeczywistości, obalanie mitów i poszerzanie świadomości w zakresie istoty odbywania kary i funkcjonowania za murem. Poza rozmaitymi pytaniami niejednokrotnie spotykam się ze stwierdzeniem, że "resocjalizacja nie istnieje". Każdorazowo czuję się w obowiązku modyfikować skrzywione wizje naszej zawodowej codzienności. Bowiem okazuje się, że każdy niedowiarek zazwyczaj nie zna istoty pojęcia już samej socjalizacji, a co tu dopiero mówić o resocjalizacji. Jednak jest jedna grupa, dla której owa ignorancja jest zarezerwowana. Są to najmłodsi, którzy świat izolacji postrzegają przez pryzmat bajek lub w krzywym zwierciadle. W pierwszym przypadku mówią o braciach Daltonach wiecznie osadzanych, a potem uciekających z więzienia i postaci Lucky Luka, który niczym dzisiejszy policjant łapie ich i tam osadza. Drugie podejście związane jest z obawą. Dzieci zazwyczaj postrzegają więzienie i więźniów w kategoriach zła niechcianego. I to wydaje się słusznym kierunkiem z uwagi na kształtowanie postaw prospołecznych warunkujących przestrzeganie norm prawnych. Całokształt zmierzać ma do właściwego postępowania, które w żadnym calu nie przyczyni się do późniejszej izolacji. Jednak jest i druga strona. Przecież poza instytucją i jej podopiecznymi są tu ludzie – pracownicy cywilni i funkcjonariusze. Ten świat dla nich w ogóle nie istnieje. A dlaczego? O tym właśnie poniżej.

Powszechnie wiadomo, że zawsze lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Dlatego też, chętnie odpowiedziałam na zaproszenie dyrektora jednego z lubuskich przedszkoli, w którym to spotkałam się z jego podopiecznymi. Wraz z drugim gościem mieliśmy okazję zaprezentować dzieciom zawody funkcjonariusza służby więziennej i policji. Najpierw skupiliśmy się na różnicach. Okazało się, że w pierwszej odsłonie dzieci ich nie dostrzegały. Dla wszystkim byłam policjantką. Kiedy wyjawiłam kim jestem i co robię spostrzegłam duże zaciekawienie. Maluszki nie tylko były zaskoczone, ale i moim wyglądem bardzo zdziwione. W ich wyobrażeniach wszyscy w więzieniu chodzą w pasiastych strojach, mają kajdanki lub kule u nogi. Są tam „źli ludzie, wszędzie jest bałagan i nieładnie pachnie”. Obawy ich budzi myśl o ucieczkach i konsekwencjach dla innych tego czynu. Słuchając uważnie podtrzymałam w nich przekonanie, że nie jest to miejsce pożądane, ale z całą pewnością dobrze pilnowane. Poza kluczami i kajdankami są tu panie i panowie „naprawiający” złe nawyki, wspierający w drodze ku zmianie i wskazujący dobre zachowanie. Dodałam także, że mury są wysokie, do tego różne inne zabezpieczenia, więc nie uciekną niczym Daltonowie. Wskazałam na całą rzeszę funkcjonariuszy, którzy pracują i w dzień i w nocy, by wszyscy ludzie czuli się bezpiecznie. Podczas zajęć skorzystałam nie tylko ze swojego doświadczenia, ale odwołałam się też do książki Karoliny Lijklema pt. „Co jest za murem”? Treść i obrazy są dla najmłodszych niezwykle dobrane. Przybliżają bowiem temat „szarego muru”, pracy za nim wielu ludzi, ale też wskazują na to, że więźniowie niejednokrotnie uczą się i pracują. Poza tym, że wyglądają normalnie – jak zwykli ludzie (wbrew wyobrażeniom dzieci) – mają domy, żony i dzieci, tatę i mamę. Niestety, z powodów takich jak: wadliwe wychowanie, złe wybory i naganne zachowanie muszą ponieść odpowiednią karę. I to jest niemiłe, gdyż są z dala od bliskich, skazani na rzadkie ich widywanie. Nie mogą swobodnie wychodzić, bywać z dziećmi w kinie, spacerować po parku i czytać bajek na dobranoc. Kierując się takim obrazem więzienia zachęcałam do właściwego postępowania. Z kolei były policjant pokazał im, co to linie papilarne. Opowiedział o tym, że identyfikacja każdego człowieka na ich podstawie jest możliwa. Powyższe, ale i rozmowa o bezpieczeństwie na drodze, nad wodą i na lodzie, dobrą profilaktyką się okazały, ponieważ świadomość z pewnością powiększały. Na zakończenie raz jeszcze dzieci o mundur zapytałam. Tym razem bezbłędnie odpowiadały. Wszystkie już wiedziały jakim jestem funkcjonariuszem, dostrzegały różnice i to nie tylko w kolorze. Wiedziały, że jak pani w przedszkolu oraz jak tata, czy mama - uczę i wychowuję.

Reasumując, to przedszkolne spotkanie, warto przeanalizować dziecięce nas postrzeganie. Poza kształtowaniem wyłącznie obawy i kary warto pomyśleć o ociepleniu wizerunku każdej strony. Wskazane by podnosić rangę zawodu tak ważnego i potrzebnego. Uwypuklać wysiłki i role nasze w życiu osadzonych, ale też urealniać ich funkcjonowanie jako w perspektywie wolnych ludzi, będących sąsiadami, pracownikami i przechodniami. Więzienie to nie tylko kara. Działalność resocjalizacyjna bowiem ma zmierzać do osobistej zmiany i właściwej readaptacji, którą często warunkuje nie tylko postawa byłych osadzonych, ale i szerszej społeczności. Należy też pamiętać o tym, że dzieci właściwie socjalizowane raczej nie będą osadzane. A jeśli komuś kiedyś się to przydarzy, to warto by już dzisiaj wiedziały, że za kratami nikomu nie jest do twarzy. Być może właśnie taka wiedza posłuży im do tego by unikać niewłaściwego zachowania. Z kolei jak dojdzie kiedyś do izolacji, to ważne by świadomość miały, że nawet jak zbłądzą w decyzjach swoich, zawsze jest szansa na wsparcie i zmiany.

 

Specjalista Działu Terapeutycznego Zakładu Karnego w Gorzowie Wlkp.                                                                                                                                                          

kpt. Marta Sprengel-Pieczyńska

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej