Funkcjonariusze Służby Więziennej uczcili pamięć ks. Mateusza Zabłockiego uczestnika Powstania Wielkopolskiego, biorąc udział w akcji sprzątania grobu bohatera. Nie umiera ten, kto żyje w naszych sercach i pamięci...

Była sobota 14 października 1939 roku. Na słupach ogłoszeniowych w całym Gnieźnie rozwieszono obwieszczenia o dokonaniu egzekucji na grupie osób, skazanych przez sąd doraźny w Inowrocławiu. Ludzie gromadzili się przy każdym z nich i czytali z trwogą informację, którą na nim zamieszczono. W milczeniu, niektórzy płacząc, odchodzili jak najszybciej, jakby wciąż nie mogąc uwierzyć w okrucieństwo okupanta. Na liście nazwisk szczególnie w oczy rzucało się jedno - księdza Zabłockiego. 

Urodził się 16 lipca 1887 roku w Żurawicach w powiecie włocławskim w rodzinie kupca Zygmunta i Heleny z Ostojów-Lińskich. Z ziemią gnieźnieńską związał się dosyć szybko, bowiem swoją naukę pobierał w gimnazjum w Trzemesznie, gdzie także wstąpił do konspiracyjnego Towarzystwa Tomasza Zana. Już sama ta działalność młodego Mateusza Zabłockiego pokazywała, że w dorosłym życiu przyświecać mu będzie patriotyzm i chęć aktywnej działalności. W 1909 roku uzyskał świadectwo dojrzałości i od razu po tym wstąpił do seminarium duchownego - najpierw w Poznaniu, później w Gnieźnie. W 1913 roku otrzymał święcenia kapłańskie i odtąd zaczęła się jego posługa - najpierw w Mogilnie, później w Kruszwicy, a następnie w Gnieźnie. 

Wieść o wybuchu walk w Poznaniu 27 grudnia 1918 roku spowodowała, że dzień później gnieźnianie oswobodzili własne miasto. Czynny udział w rozmowach prowadzonych w Radzie Ludowej miał także ks. Mateusz Zabłocki, a w kolejnych dniach aktywnie włączył się także do pertraktacji prowadzonych w Zdziechowie. W sprawie kolejnych kroków, podejmowanych przez powstańców, opowiadał się raczej za bardziej radykalnym działaniem. Miał świadomość tego, że Niemcy nie odstąpią od ataku na Gniezno i dlatego chciał, by sytuację w Zdziechowie rozegrać bardziej stanowczo - sam kilkukrotnie udawał się na linię, by wspierać ochotników. Niemniej, jego odwaga doprowadziła do tego, że wpadł w tarapaty. Podczas próby pertraktacji z dowódcą artylerii stacjonującej w nieodległych Mącznikach, został uprowadzony. Nie pomógł nawet pościg zorganizowany przez powstańców z Janowca - udało się Niemcom wywieźć do Bydgoszczy. Wraz z nim porwano również Antoniego Skwerensa. Sąd polowy skazał ich na śmierć, ale na szczęście dla obu z nich, po trzech dniach zostali wymienieni na oficerów niemieckich, którzy byli przetrzymywani przez Polaków. 

Po powrocie do Gniezna ks. Mateusz Zabłocki od razu wrócił w wir działań powstańczych wspierając żołnierzy szczególnie duchowo. 10 stycznia 1919 roku, podczas przysięgi wojskowej powstańców, komendant Zygmunt Kittel mianował kapłana kapelanem wojskowym. Odtąd wraz z dowództwem przyjmował przysięgi nowych ochotników, a ponadto sprawował msze święte w intencji zwycięstwa. Wziął czynny udział w walkach pod Szubinem i Łabiszynem. 

Po zakończeniu powstania i skierowaniu wielkopolskich wojsk na wojnę polsko-bolszewicką, trafił na front. Tam ponownie dała o sobie znać jego odwaga, kiedy w bitwie pod Łomżą poszedł w pierwszym szeregu do ataku, podnosząc tym samym morale walczących. 

W październiku 1921 roku powrócił do Gniezna, gdzie na krótko został proboszczem parafii pw. św. Wawrzyńca, a wkrótce także św. Trójcy. Przez kolejne 18 lat brał aktywny udział nie tylko w działalności kapłańskiej, ale także samorządowej i społecznej. Był radnym miejskim z ramienia miejscowych struktur Narodowej Demokracji, przewodził kampaniom przeciwalkoholowym, wspierał swoją działalnością Towarzystwo Czytelni Ludowych, Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół", a nawet ubiegał się o mandat do Sejmu. W wojsku dosłużył się stopnia majora.

Pomruki nadchodzącej wojny sprawiły iż zaczął działać w Tajnej Organizacji Wojskowej, której zadaniem było stworzenie struktur podziemia w przypadku wkroczenia Niemców. To stało się już 11 września 1939 roku, ale zanim do tego doszło, po opuszczeniu Gniezna przez władze miejskie oraz wojsko w dniach 2-3 września, podjął się stworzenia Straży Obywatelskiej. Ta nieformalna, ale uznawana przez społeczeństwo administracja zastępcza, składała się często z byłych powstańców, a także osób, których nie objęła mobilizacja. Emitowano zastępczy pieniądz, reglamentowano żywność, dbano o bezpieczeństwo mieszkańców, ale także miejscowych Niemców. Zastanawiano się nad stawieniem oporu wkraczającemu Wehrmachtowi.

Po masakrze dokonanej przez Niemców w nieodległym Kłecku (zginął m.in. Jan Bilski, współtwórca Straży Obywelskiej w Gnieźnie), gdzie w ciągu kilku dni rozstrzelano wiele osób związanych z obroną tej miejscowości, ks. Mateusz Zabłocki podjął decyzję o poddaniu miasta. W tym celu 10 września udał się samochodem oznaczonym białą flagą w kierunku Wrześni, gdzie znajdowały się już oddziały przeciwnika. W rejonie Żydowa pojazd został zaatakowany przez Niemców, a odłamki granatu poważnie zraniły kapłana. Mimo to, zdołał on przeprowadzić rozmowy i powrócić do Gniezna. Następnego dnia Wehrmacht wkroczył do miasta bez wystrzału. Duchowny trafił do szpitala miejskiego.

W szpitalu był przetrzymywany niemal przez miesiąc, a jego rekonwalescencją zajmował się dr Andersch. Niemiecki lekarz starał się jak mógł, by przedłużyć pobyt ks. Zabłockiego, tłumacząc to jego złym stanem zdrowia, jednak w końcu Gestapo miało dość tego oczekiwania i w nocy z 12 na 13 października zabrało duchownego do Inowrocławia. Tam, przed naprędce zorganizowanym sądem doraźnym, osądzono go wraz z trzynastoma innymi członkami Straży Obywatelskiej (głównie robotnikami i rolnikami z okolic Kiszkowa i Kłecka) i skazano na śmierć za "podburzanie do dywersji" - w przypadku ks. Zabłockiego chodziło o czynny udział w powstaniu wielkopolskim oraz organizowanie polskiej obrony we wrześniu 1939 roku. Wyrok wykonano 14 października na dziedzińcu inowrocławskiego więzienia (niekiedy podaje się również datę 17 października). Tego samego dnia w Gnieźnie rozwieszono afisze informujące o dokonanej egzekucji. 

Jego zwłoki w 1945 roku zostały ekshumowane i sprowadzone do Gniezna - ks. Mateusz Zabłocki spoczął na cmentarzu św. Piotra, w pobliżu kościoła. Jego imię nosi dziś ulica na os. Ustronie w Gnieźnie, ulica w Żydowie oraz Szkoła Podstawowa nr 2 w Gnieźnie. Pamięć o nim utrwala także kilka tablic - w Gnieźnie i Inowrocławiu.

 

tekst Rafał Wichniewicz portal Gniezno24

zdjęcia kpt. Krystian Rynarzewski

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej