Funkcjonariusz z zakładu karnego w Tarnowie, wracając po służbie do domu, udzielił pomocy pasażerom płonącego pojazdu. Dzięki jego natychmiastowej reakcji osobom z doszczętnie spalonego samochodu nic się nie stało.

Umiejętność radzenia sobie w sytuacjach trudnych, gotowość do szybkiego reagowania, odporność na stres to cechy, którymi winien charakteryzować się każdy funkcjonariusz Służby Więziennej. Wykazanie się odwagą z narażeniem własnego życia to najwyższa forma poświęcenia dla drugiego człowieka.

Po służbie…

Mundur zobowiązuje. Funkcjonariuszem się jest, a nie bywa. Dlatego plut. Adrian Sawicki, kiedy w sobotnie popołudnie wracał po służbie do domu, ani chwili nie wahał się, by pomóc ludziom w potrzebie.

Kiedy jechałem stałą trasą, zerkając w lusterko, zauważyłem, że w jednym z samochodów za mną spod maski przedniej wydostają się iskry. Szybko zatrzymałem swój pojazd i wybiegłem z niego machając do kierowcy. W tym samym czasie samochód jadący bezpośrednio za mną, nie dość, że nie zatrzymał się, to jeszcze ostentacyjnie naciskając na klakson, wyprzedził mój samochód i dodając gazu odjechał z miejsca zdarzenia. Kiedy udało mi się zatrzymać palący się samochód spod maski buchał już ogień. Kierowca i pasażerka nie byli w ogóle świadomi zagrożenia. Swoją gaśnicą usiłowałem ugasić pożar, ale na to było już stanowczo za późno. Udało mi się odciągnąć osoby podróżujące felernym autem od centrum zagrożenia i spowodować wezwanie służb ratowniczych.

 

Adrenalina...

Wszystko działo się bardzo szybko. Nie było ani chwili na zastanowienie. Trzeba było działać natychmiastowo i zdecydowanie. Udzielanie pomocy utrudniał ogromny szok, w jakim byli, nieświadomi zagrożenia, pasażerowie samochodu, a także brak jakiejkolwiek pomocy ze strony innych użytkowników drogi.

Największym niedowierzaniem jest dla mnie jest fakt, że żaden uczestnik drogi nie zatrzymał się żeby nam pomóc. Wszyscy omijali palący się, niczym ogromna pochodnia, samochód, nie zachowując przy tym należytej ostrożności. Mimo, że machałem do innych kierowców, sygnalizowałem, że skończyła mi się gaśnica, nikt nawet nie zareagował. Pierwszy raz miałem do czynienia z taką sytuacją. Wydawało mi się, że zatrzymanie się i pomoc w takich okolicznościach jest czymś naturalnym, odruchowym. Tymczasem byłem jedyną osobą, która zareagowała. Aż strach pomyśleć co by się stało, gdybym nie zauważył zagrożenia. O życiu tych ludzi decydowały sekundy. Nawet nie udało się uratować wszystkich ich rzeczy, dokumentów, walizek.

Kiedy przybyły, wezwane na miejsce, służby ratownicze, plut. Sawicki, upewniając się, że osoby poszkodowane są zabezpieczone, odjechał z miejsca zdarzenia.

Zaproponowałem poszkodowanym pomoc w dostaniu się do miejsca zamieszkania, ale odmówili, dlatego, wiedząc, że służby ratownicze opanują sytuację, odjechałem do domu.

Plut. Adrian Sawicki funkcjonariuszem w tarnowskim zakładzie jest od 7 lat. Początkowo służbę pełnił w Dziale Ochrony. Obecnie pracuje na stanowisku starszego referenta Działu Ewidencji. Na co dzień zajmuje się przyjmowaniem osób doprowadzanych do odbycia kary i ich zwalnianiem w dniu zakończenia pobytu w zakładzie karnym. W pracy dał się poznać jako osoba sumienna, zaangażowana w wykonywanie codziennych obowiązków, koleżeńska i pomocna. Wszystkie te cechy, a także etos funkcjonariusza, towarzyszą mu również poza służbą, o czym świadczą opisane wydarzenia.

Więcej zdjęć na: tarnow.naszemiasto.pl

Opracowanie: por. B. Bańdur

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej