Relacje to podstawa
Od 13 lat jesteś w służbie. Pamiętasz, od czego się zaczęło?
Tak. To był 2012 rok, Zakład Karny we Wronkach, oddział terapeutyczny dla skazanych z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi lub upośledzonych umysłowo. Pojawiło się ogłoszenie na stanowisko psychologa i pomyślałam: to moje miejsce. Szybko się przekonałam, że mam rację – praca z ludźmi, w zespole, w miejscu, gdzie można działać i pomagać, to coś, co mi odpowiadało od pierwszego dnia.
Byłaś tam przez pięć lat. Jak wyglądała Twoja praca?
Intensywnie. Indywidualna i grupowa praca terapeutyczna, reagowanie w sytuacjach kryzysowych, prowadzenie zajęć, czyli programów terapeutycznych dla konkretnych grup skazanych z różnych obszarów, czy to komunikacji, czy to umiejętności społecznych, uzależnień, czy po prostu programów resocjalizacji. Miałam tam czterdziestoosobowy oddział, co dawało możliwość naprawdę indywidualnego podejścia. Bardzo ważna była też współpraca – psycholog, wychowawca, terapeuci. Tam naprawdę czuć było, że jesteśmy zespołem. Wspólna praca dawała siłę i poczucie, że nie jest się samemu.
Dziś jesteś psychologiem w medycynie pracy okręgowego inspektoratu w Poznaniu. To zupełnie inna rola – już nie z osadzonymi, tylko z funkcjonariuszami. Co łączy te doświadczenia?
Człowiek. Potrzeba rozmowy, zrozumienia, relacji. Zawsze mówię, że służba to dla mnie właśnie relacje. Jeśli są dobre, to praca idzie. W jednostce, w zespole terapeutycznym, w inspektoracie – wszędzie to działa. Życzliwość, współpraca, wzajemne wsparcie naprawdę robią różnicę.
To duża zmiana – inna grupa, inne potrzeby. Jak sobie z tym poradziłaś?
To rzeczywiście coś zupełnie nowego, ale moje wcześniejsze doświadczenia bardzo pomagają. Znam tę służbę, wiem, z czym funkcjonariusze się mierzą, więc łatwiej mi ich rozumieć. I co ciekawe – oni chcą rozmawiać. Wiele osób przychodzi nie tylko z obowiązku, ale z potrzeby. Bo to jest trudna służba, wymagająca emocjonalnie i kontakt z psychologiem po prostu pomaga.
Mówisz, że służba to dla Ciebie przede wszystkim relacje.
Zdecydowanie. Współpraca, wzajemne wsparcie to dla mnie fundament. Tak było też podczas szkolenia oficerskiego. Mieliśmy świetny pluton. Wspieraliśmy się, pomagaliśmy sobie, cieszyliśmy się razem z sukcesów. I wszyscy zdaliśmy!
A co zostanie Ci w pamięci po szkoleniu?
Ludzie. To, jak się wspieraliśmy, jak dużo z siebie nawzajem czerpaliśmy. To, że byliśmy różni, z różnych jednostek, z różnym stażem, a mimo to potrafiliśmy stworzyć naprawdę zgrany zespół. Oczywiście nic nie udałoby się bez ogromnego wsparcia rodziny. Mój mąż i siostra dźwigali ten czas razem ze mną. A sam moment promocji to ogromna satysfakcja i duma.
A tytuł prymusa? Zaskoczenie?
Ogromne. Pomyślałam, że to musi być pomyłka. Dopiero później przyszła radość. Do wszystkiego podchodzę z zaangażowaniem, ale nie nastawiałam się na bycie najlepszą. To, że zostałam prymuską, to efekt pracy, ale też ludzi wokół mnie, ich wsparcia i wiary we mnie.
Co powiedziałabyś komuś, kto dopiero zaczyna służbę?
Żeby szukał ludzi, na których można się oprzeć. I sam był dla innych wsparciem. W tej służbie nie da się działać w pojedynkę. Jeśli ma się wokół siebie ludzi, którzy wspierają i którym można zaufać, jest się silniejszym. I to jest dla mnie najważniejsze.
Dziękuje za rozmowę.
Anna Krawczyńska
zdjęcia Piotr Kochański









