AKTUALNOŚCI
„First Responder”, czyli pierwszy reagujacy
– Zależało mi, żeby ratownicy medyczni zobaczyli, jak wyglądają nasze procedury, a funkcjonariusze przyjrzeli się pracy medyków – mówi kpr. Dawid Chwalisz z Aresztu Śledczego we Wrocławiu, który był organizatorem szkolenia. – Jako ratownik medyczny i funkcjonariusz działu ochrony chciałem, żebyśmy poznali pracę jednej i drugiej strony. To pomaga w komunikacji, podnosi kompetencje, ułatwia pracę.
Do współpracy zaprosił kolegę Jakuba Kocha, ratownika medycznego z firmy Turbomedic, a na szkolenie studentów ratownictwa medycznego z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Scenariusz przewidywał rozegranie trzech scen. W pierwszej trzeba było udzielić pomocy funkcjonariuszowi z ranami kłutymi klatki piersiowej i masywnym krwotokiem z nogi. Druga dotyczyła próby samobójczej osadzonego, która w trakcie interwencji funkcjonariuszy okazała się zabójstwem. W ostatniej uczestnicy mieli przećwiczyć postępowanie w sytuacji nagłego zatrzymanie krążenia u usadzonego. Przy każdej ze scen funkcjonariusze prezentowali studentom, jak bezpiecznie wejść do celi, kiedy osoba pozbawiona wolności uległa wypadkowi, dokonała samookaleczenia bądź znalazła się w sytuacji zagrażającej życiu. Przyszli medycy zobaczyli też, jak wygląda szybkie wejście siłowe i obezwładnienie osadzonego oraz błyskawiczna ewakuacja rannego funkcjonariusza. Zarówno studenci, jak i funkcjonariusze, udzielając pomocy musieli pamiętać, by zadbać o własne bezpieczeństwo.
– Wszystko działo się w realnych warunkach, w oddziale mieszkalnym, w celi, na świetlicy – mówi kpr. Dawid Chwalisz. – Nawet krew i fantom wyglądały jak prawdziwe. Czy takie ćwiczenia są potrzebne? Uważam, że konieczne. Każda z rozegranych sytuacji może się zdarzyć podczas pełnienia służby.
Swój kurs Dawid Chwalisz nazwał „First Responder”, co można przetłumaczyć jako pierwszy reagujący lub pierwszy odpowiadający na zdarzenie. W zdarzeniach nagłych, mogących stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia funkcjonariuszy oraz osadzonych czas i umiejętności reagującego są na wagę złota. Dlatego trzeba się szkolić.
Anna Krawczyńska
zdjęcia: por. Dawid Makowski