Prezentujemy kolejny artykuł z cyklu „Nasza codzienność”. Tym razem poświęcony pracy wychowawców do spraw kulturalno-oświatowych. Dziś rozmawiamy z Krzysztofem Gierulą – wychowawcą Zakładu Karnego w Uhercach Mineralnych.

W Polskich jednostkach penitencjarnych służbę pełni ok. 2100 wychowawców. Spośród tej liczby są też tzw. zadaniowi, którzy w swoich obowiązkach nie mają grup wychowawczych, ale również pracują wśród skazanych na oddziałach. Poprosiliśmy mł.chor. Krzysztofa Gierulę – wychowawcę ds. kulturalno-oświatowych i sportu w Zakładzie Karnym w Uhercach Mineralnych, żeby opowiedział nam o swojej pracy.

Jak zaczynasz swój zwykły dzień w pracy?

Zazwyczaj codzienne obowiązki rozpoczynam od porannego sprawdzenia i wyznaczenia zadań skazanym zatrudnionym w bibliotece oraz radiowęźle. To dwa punkty niezmienne - biblioteka i radiowęzeł….

Radiowęzeł? Dla czytelnika nie związanego ze Służbą to brzmi trochę archaicznie.

No tak. W dobie internetu, mediów społecznościowych może się to wydawać lekko przestarzałe. Ale trzeba pamiętać, że w zakładzie karnym nie ma możliwości swobodnego dostępu do tych „dobroci”. W końcu jedną z zasadniczych funkcji odywania kary jest izolacja – rozsądna i przemyślana, ale jednak izolacja. Radiowęzeł to niezwykle ważny element nie tylko pracy KO ale w zasadzie całego więziennego życia. Ja lubię myśleć o radiowęźle jak o małej rozgłośni radiowej – a przecież radio w dobie internetu wciąż ma się dobrze. To medium, które dociera do wszystkich skazanych. Nie ma opcji aby w przekazywanych komunikatach czy emitowanych audycjach znalazło się coś co może mieć negatywny wpływ na atmosferę. Wszystko musi być sprawdzone. No a przy okazji trzeba dbać, żeby audycje też prezentowały jakiś uczciwy poziom. Zresztą więzienna rozgłośnia, oprócz nadawania audycji  i komunikatów, jest centrum redakcyjnym i wydawniczym więziennej gazetki pod nazwą „GaZk”. Jej nakład to zaledwie 120 sztuk, ale gazetka to ważny element pracy wychowawczej. Osadzeni nie tylko umieszczają w niej artykuły będące odzwierciedleniem ich zainteresowań – np. historii, motoryzacji. W jednostce utarło się, że to wokół gazetki skupia się sfera związana z twórczością artystyczną osadzonych. Efekt - w corocznym konkursie przeglądu sztuki więziennej w Sztumie zawsze jesteśmy w czołówce, w ostatnim konkursie zajęliśmy V miejsce.

A  biblioteka?

Biblioteki w więzieniu to swoisty fenomen. Mimo iż przestrzeni publicznej coraz częściej słyszy się alarmujące informacje, że coraz mniej czytamy to biblioteka w naszym zakładzie karnym wciąż ma się dobrze. Skazani czytają. I nic tutaj dodać nic ująć. Natomiast warto podkreślić, że w obecnych czasach znacznie poszerzyły się możliwości organizacji pracy biblioteki. W mojej ocenie największym plusem jest gotowość do współpracy podmiotów zewnętrznych – wymienię tutaj chociażby tak szanowane instytucje jak Biblioteka Narodowa, Biblioteka Jagiellońska czy Instytut Pamięci Narodowej. To pozwala na dostęp do naprawdę wartościowych pozycji. Ale jest też mnóstwo fundacji i wydawnictw, które chętnie przekazują książki dla biblioteki – każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

A co poza tymi „stałymi” punktami w harmonogramie dnia?

Potem już ciężko szukać schematów w rytmie dnia – wszystko zależy od tego co akurat jest realizowane w „Żbiku”, klubie który działa w strukturach tutejszej jednostki wśród osadzonych i którego jestem opiekunem od 10 lat.

„Żbik”? To niezbyt „więzienna” nazwa - skąd taki pomysł?

To ze względów praktycznych. Długie i skomplikowane nazwy są zmorą naszych czasów. Pewnego razu przy działaniach na rzecz osób potrzebujących, postanowiłem że trzeba nadać tej - w cudzysłowie -  „instytucji” jakąś prostą, rozpoznawalną nazwę. „Żbik” właśnie taki jest a przy okazji kojarzy się z Bieszczadami. Od tego czasu łatwiej jest organizować nasze akcje, jesteśmy też bardziej rozpoznawalni w lokalnym społeczeństwie.

Skoro jesteśmy przy akcjach pomocowych – to stały element działania klubu?

Zacznijmy od tego, że takie działania to w mojej opinii nasz obowiązek – z dwóch powodów. Po pierwsze musimy uwrażliwiać naszych podopiecznych na krzywdę ludzką. Nie ma lepszego sposobu niż pozwolić im pomóc komuś i widzieć skutki tej pomocy. Po drugie, więzienie nie działa w próżni – funkcjonujemy w pewnej społeczności i musimy uczestniczyć w jej życiu. Jeśli obok nas jest ktoś kto potrzebuje pomocy nie możemy pozostawać obojętni. Na stałe w kalendarzu mamy wpisaną akcję na rzecz najuboższych z Gminy Olszanica oraz mikołajkową akcję dla dzieci z Domu Dziecka w Sanoku – to te najważniejsze. Ale są też takie, które realizowane są spontanicznie, bo taka jest potrzeba chwili. Jedną z ostatnich takich akcji była zbiórka nakrętek dla dzieci prowadzona przez fundację  z Brzozowa „W trosce o życie”, do której bardzo chętnie dołączyliśmy. Klubowiczów zaangażowałem także do akcji pomocowej dla służb medycznych (zbiórka funduszy wśród osadzonych), w związku z pandemią koronowirusa pod patronem Ministra Sprawiedliwości #ResortSprawiedliwościPomaga.

Ale codzienna praca to nie akcje pomocowe ?

Zgadza się. Tak naprawdę w działalności kulturalno oświatowej ważnym jest aby oferta zajęć trafiała dla jak najszerszego grona skazanych. A każdy jest przecież inny – mają inne uzdolnienia, inne pasje, interesują ich różne rzeczy. Dla każdego osadzonego w naszej jednostce penitencjarnej mam do zaoferowania bagaż zajęć z uwzględnieniem jego możliwości i zainteresowań. Rzeźbiarze, malarze, rysownicy, informatycy, muzycy, jednym słowem wszyscy razem i każdy z osobna znajdą u mnie zajęcie. Staram się również, aby odkryli w sobie nowe pokłady możliwości. Nauczyli się, że każdy z nich może poświęcić swój czas wolny rzeczom pożytecznym, dobrym bez uciekania się do przestępstwa. Każdego osadzonego staram się nakierować tak, aby podczas pobytu w zakładzie karnym objęło go jak najwięcej oddziaływań i programów penitencjarnych.

No i jest jeszcze działalność sportowa. Czy skazani chętnie uczestniczą w takich zajęciach?

Trochę jak w życiu poza więziennymi murami – jest spora grupa, dla której aktywność fizyczna jest stałym elementem życia i jest grupa, dla której sport to głównie mecz w telewizji. Tych pierwszych nie trzeba zachęcać do sportu – stwarzamy im możliwość wykonywania ćwiczeń fizycznych i uczestnictwa w zajęciach. Tych drugich – zależnie od ich kondycji, możliwości i stanu zdrowia staramy się zachęcać do tej aktywności. Oferta musi być dostosowana do tych możliwości no i siłą rzeczy jest ograniczona możliwościami jednostki penitencjarnej – skoki narciarskie raczej nie wchodzą w grę.

A jaka dyscyplina jest najpopularniejsza?

Piłka nożna. Zdecydowanie. Zakład Karny w Uhercach Mineralnych jest jednostką dla skazanych odbywających karę po raz pierwszy i to jednostką typu półotwartego, dlatego staram się aby większość zajęć sportowych odbywała się poza zakładem. My w Uhercach Mineralnych, mamy praktycznie „pod nosem” klub sportowy „Szarotka” – wraz ze stadionem, na którym organizowane są zajęcia grupowe. Ale w ramach współpracy korzystamy też z sali gimnastycznej pobliskiej szkoły. Bez współudziału instytucji zewnętrznych w działaniach resocjalizacyjnych było by dużo trudniej. Jednym z pozytywnych elementów ćwiczeń na wolnym powietrzu poza terenem jednostki – oprócz sprawdzenia i kontroli zachowania w warunkach wolnościowych – jest niwelowanie negatywnych skutków izolacji więziennej. Wyjście na takie zajęcia sportowe bardzo temu sprzyja.

Pełni Pan służbę w charakterze wychowawcy ds. kulturalno-oświatowych i sportu już od 11 lat. Co Pana zdaniem jest najważniejsze w tej pracy?

Otwartość i pasja. Służba wyposaża nas w niezbędną wiedzę i środki do realizacji naszej pracy. Ale trzeba mieć w sobie „żyłkę” do tej pracy – pasję. Nie da się tego robić wyłącznie przez osiem godzin.  Czasami wkładamy mnóstwo zaangażowania, poświęcamy czas wolny a efekt jest niezadowalający – osadzeni nie angażują się  w pracę tak, jak byśmy chcieli – to może być deprymujące. Ale za chwilę widzimy, że wkładają całe serce w kolejny projekt – i w takich chwilach wszystko nabiera „kolorów”. To właśnie pasja sprawia, że chce się podejmować coraz to nowe wyzwania i patrzeć na ich efekty.  Otwartość z kolei sprawia,  że potrafimy nie zamykać się w swoich działaniach wyłącznie wewnątrz więzienia. W mojej pracy wychowawczej niezwykle ważne są działania podejmowane z podmiotami zewnętrznymi. Wspominałem już o tym – kluby sportowe, szkoły, domy dziecka, DPSy, ośrodki kultury, instytucje turystyczne, muzea, kina, biblioteki a nawet media. Katalog jest praktycznie nieograniczony. Na przykład programy o tematyce ekologicznej realizujemy przy współpracy z okolicznymi Nadleśnictwami i Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. Trzeba tylko chcieć. Być otwartym na zewnątrz. Taka współpraca to również pokazanie naszym podopiecznym, że dla nich także jest miejsce w społecznościach do których powrócą po opuszczeniu zakładu karnego.

A efekty Pana pracy? Kiedy może Pan powiedzieć, że jest Pan zadowolony z tego co Pan robi?

Jak się odbiera uścisk ręki w gabinecie dyrektora (śmiech). A tak na poważnie – efektów praca wychowawcy zazwyczaj nie da się zauważyć natychmiast, nie widać ich od razu. Dopiero po czasie, daje się zaobserwować zmiany w zachowaniu osadzonych. Niewątpliwie każdy moment kiedy widzę pełne zaangażowanie osadzonych w to co robią w ramach klubu czy akcji pomocowych przynosi satysfakcję. Ale chyba największą nagrodą za starania i wysiłki włożone w naprawę jakiegoś trudnego charakteru jest fakt, że nie widzę go w więzieniu po raz drugi.

Dziękuję za rozmowę.

Z mł.chor. Krzysztofem Gierulą – wychowawcą ds. kulturalno-oświatowych i sportu Zakładu Karnego w Uhercach Mineralnych – rozmawiał Jarosław Wójtowicz
Foto – archiwum ZK Uherce.

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej