Od pięciu lat jest kapelanem więziennym. Został nim przypadkiem, tak jak większość kapelanów dostał propozycję od biskupa. Zanim zaniesie więźniom Dobrą Nowinę, najpierw zapewnia wsparcie ludzkie, braterskie i rzeczowe. Ksiądz dr Mateusz Czubak, kapelan w Zakładzie Karnym w Siedlcach, opowiada o pracy z recydywistami penitencjarnymi.

W jednym z wywiadów powiedział ksiądz, że społeczność więzienna różni się od tej na zewnątrz tym, że jest w niej wiele osób praktykujących, ale nie wierzących.

Rzeczywiście, takie są moje obserwacje. Normalnie, jeśli człowiek idzie na mszę świętą, to wie, po co. Raczej nikt nie robi tego dla zabicia czasu. To jest jego wybór, nikt go nie przymusza. W więzieniu msza jest okazją do spotkania się z innymi osadzonymi i do rozmowy. Z drugiej strony jest szansa, że – mimo nieszczerej intencji – może jednak coś z tego wynieść. Może coś przeżyć, doświadczyć Bożej łaski i powrócić do praktykowania wiary i modlitwy, zwłaszcza kiedy usłyszy ciekawą homilię, wysłucha świadectwa, zobaczy szczęśliwych chrześcijan. Dostrzegam te zmiany. Wspólnie z Małgorzatą Kotwicą napisałem o tym książkę pt. „Łzy Boga”. Jest to zbiór historii nawróconych więźniów. Mam w noclegowni wolontariusza, który był poważnym gangsterem. Jego żona strzyże bezdomnych.

.

Czy ksiądz chciał być kapelanem?

Mój poprzednik odchodził na emeryturę i biskup zapytał, czy chcę pełnić posługę w więzieniu, a właściwie poprosił mnie o to i się zgodziłem. Na początku był lekki szok, ale jestem człowiekiem wierzącym i punktem wyjścia jest dla mnie wiara. Do tego otrzymałem Słowo od Boga, które było potwierdzeniem słuszności tego wyboru. Mam taką zasadę, że jak coś robię, wkładam w to całe serce, nieważne czy są to wykłady, czy pomaganie ludziom. Dlatego chciałem pełnić tę posługę najlepiej jak mogłem.

Od czego ksiądz zaczął?

Najpierw się rozejrzałem i zobaczyłem, „z czym to się je” . Potem przeszedłem szkolenie wewnętrzne z przepisów więziennych, zapoznałem się z regulaminem. Następnie skupiłem się na posłudze duchowej, sakramentach: spowiadałem, odprawiałem mszę świętą. Zrobiłem rozeznanie, kto nie był bierzmowany. Zgłosiło się wtedy 38 osób. Dwóch skazanych przygotowałem do przyjęcia chrztu, jednego do pierwszej komunii świętej. Pobłogosławiłem nawet jeden ślub, chociaż początkowo byłem do tego pomysłu sceptycznie nastawiony. Odradzałem go temu osadzonemu, który się do mnie zwrócił. Przekonał mnie argumentem, że ma widzenia intymne i nie chce żyć w grzechu.

Dlaczego ksiądz odradzał ten ślub?

Prawo kanoniczne mówi, że przyszły małżonek ma być dojrzały swej decyzji, świadomy tego, co robi. Ślub nie może być udzielony pod przymusem. To jest jeden z warunków ważności małżeństwa. Zgodziłem się jednak udzielić ślubu. Ta decyzja była poprzedzona wieloma rozmowami zarówno z nim, jak i z jego narzeczoną. Wiedziałem, jaka jest ich sytuacja, że od kilku lat są razem i mają wspólne dzieci. Poza tym jemu został tylko rok do końca kary.

On się nawrócił w więzieniu?

Tak, w zakładzie karnym był bierzmowany i się nawrócił. Dziś jest już na wolności. Od ślubu minęły trzy czy cztery lata i małżeństwo trwa.

Jakie ksiądz podjął następne działania jako kapelan?

Ściśle związane z pracą duszpasterską: sakramenty, modlitwa. Jeśli ktoś chciał, otrzymywał ode mnie różaniec, modlitewnik, pismo święte czy książki religijne. Kiedy lepiej poznałem świat za kratami, uświadomiłem sobie, że nie wystarczy dać człowiekowi strawę duchową, gdy jest pozbawiony środków do życia, nie ma perspektyw po wyjściu na wolność, nie radzi sobie w relacjach z bliskimi albo jest uzależniony. Z tego zrodził się pomysł na podjęcie działań, które pozwoliłyby na zaangażowanie w tę pomoc bliskich skazanych. Niektórzy osadzeni sami prosili, żeby coś zrobić dla ich rodzin, bo mają dzieci. Robiliśmy więc paczki na święta.

I to już był czas współpracy z Caritasem?

To jeszcze nie była taka współpraca, jaka jest teraz. Było to mniej zinstytucjonalizowane, a bardziej na zasadzie koleżeńskiej pomocy. I ta pomoc była znacznie skromniejsza niż obecnie, bo wysyłaliśmy tylko kilka paczek na święta. Później stwierdziłem, że trzeba to sformalizować, żeby to było stałe, a nie tylko od czasu do czasu. Tak zrodził się program 2 Kroki. Zaczęła się poważna współpraca z Caritasem. Chodziło o to, żeby wszystkie nasze działania szły dwutorowo: pierwszy krok to działania podejmowane wobec osadzonych w więzieniu, drugi – na wolności. Na ten pierwszy krok składa się pomoc psychologiczna, warsztaty doskonalenia zawodowego, terapia uzależnień i działalność klubu ojca, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Maciej Celiński, który prowadzi ten klub, był zaskoczony, gdy przez kilka miesięcy osadzeni biorący w nim udział dopytywali, czy na pewno nigdy nie zdarzyło mu się pobić żony. Dla nich to było niezrozumiałe.

Pan Maciej jest funkcjonariuszem, czy osobą z zewnątrz?

Z zewnątrz. 2 Kroki to wspólny program prowadzony przez psychologów i wychowawców z Zakładu Karnego w Siedlcach, Caritas no i przeze mnie, jako kapelana. Czasem zapraszam również ekspertów z zewnątrz. Współpracując z instytucjami czy fundacjami możemy więcej zrobić. W ramach Dwóch Kroków prowadzimy warsztaty Tato. Net. Podczas nich skazani dowiadują się, jak być ojcem, jak budować trwałe relacje, jak prowadzić dialog małżeński.

To są konkretne umiejętności.

Osadzeni chętniej się otwierają przed osobami z zewnątrz, bez mundurów. W ramach programu 2 Kroki prowadziliśmy doradztwo zawodowe, edukację finansową, żeby osadzeni wiedzieli, jak znaleźć uczciwe zajęcie, terapię. Zapewnialiśmy też rozmowy z psychologiem, z prawnikiem.

I to wszystko składało się na ten pierwszy krok?

Tak. Chciałem jeszcze stworzyć klub matki, dla żon i partnerek skazanych z klubu ojca, ale nie wyszło. Problemem była odległość, bo nie wszystkie te kobiety mieszkały blisko zakładu w Siedlcach. Drugi krok sprowadzał się do tego, że dwa razy udało nam się zorganizować dla skazanych z klubu ojca trzydniowe wyjazdy. Tam też mieli warsztaty z psychologiem, prawnikiem, zabawy integracyjne z dziećmi, które prowadzili animatorzy. Chodziło o jak najlepszą integrację tych rodzin. Niektóre dzieci mówiły, że po raz pierwszy w życiu były na takim wyjeździe.

Z biedy?

Albo z dysfunkcji: alkohol - ojciec w więzieniu, matka mieszka z jakimś alkoholikiem. A dziecko śpiewa: „Nie boję się, gdy ciemno jest, ojciec za nogę wyciąga mnie”. Na jednym z naszych wyjazdów, na którym było około 30 dzieci, pytam chłopca: „Która dziewczynka ci się najbardziej podoba?”. Odpowiada, że wszystkie. „A nie masz takiej ulubionej?” - dopytuję. On na to, że po co mu jedna, skoro jego ojciec ma dzieci z trzema kobietami.

Przykre.

Później trzy razy się zastanowiłem, zanim zapytałem. Taki to był kaliber tych spotkań. Dzięki warsztatom z różnymi specjalistami zmieniało się podejście wszystkich członków tych rodzin. Nawiązywali kontakt z Caritasem i na przykład po takim wyjeździe te kobiety mogły się zgłaszać do tej instytucji w różnych sprawach. Ci ludzie często nie wiedzą, że mogą liczyć na pomoc. Dotychczas udało nam się zrealizować dwie edycje programu. Przerwała go pandemia koronawirusa. Dotychczas z programu 2 Kroki skorzystało około 90 skazanych i ich rodzin, w klubie ojca stale bierze udział 30-40 osób.

A ojciec niezłomny?

To jest zwieńczenie klubu ojca. Polega na złożeniu przysięgi, której tekst układają sami więźniowie. Przesłaniem klubu jest to, żeby być ojcem niezłomnym, czyli niezłamanym psychicznie, czy przez nałogi. Życie im się często łamie na skutek więzienia. Ale więzienie to nie jest czas, kiedy przestaje się być ojcem. Jeżeli trzeba, to się płaci alimenty.

Jest coś jeszcze, czym ksiądz się zajmuje w więzieniu?

Rok liturgiczny ma swoją dynamikę, którą przenoszę do zakładu karnego. Codzienna msza w areszcie, a w sobotę i niedzielę wspólna msza w kaplicy, dla chętnych spowiedź. Co roku było bierzmowanie, do którego przystępowało 20-30 osób, dwa razy w roku prowadziłem rekolekcje, ale też zawsze zapraszałem osoby z zewnątrz. Zrobiliśmy też akcję: duchowa adopcja więźnia, w którą włączyły się nasze siostry zakonne. W październiku zajmowaliśmy się naprawą różańców i modliliśmy się na nich. W listopadzie była modlitwa za zmarłych. To zawsze cieszyło się dużym zainteresowaniem.
Szczególnym czasem w więzieniu są święta. U nas osadzeni budowali szopkę i sami się do niej udawali, żeby tak jak trzej mędrcy ze Wschodu oddać pokłon Jezusowi. Organizowaliśmy też śpiewanie kolęd, roznosiłem opłatki po celach i święciłem je. Wielkanoc, całe Triduum Paschalne, spędzałem w jednostce. Dwa razy w roku mieliśmy wizytę biskupa. W ciągu roku razem z wolontariuszami przygotowujemy ok. 200 paczek odzieżowych, a na święta Wielkanocne i na Boże Narodzenie ok. 60-80 paczek żywnościowych dla najuboższych więźniów. Mam na to zgodę dyrektora jednostki.

Osadzeni często zgłaszają się do mnie po pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania. Ponieważ jestem też kapelanem bezdomnych, to mam kontakt z wieloma okolicznymi noclegowniami. Mam też znajomości wśród lokalnych biznesmenów czy w pobliskim zakładzie mięsnym, gdzie bez problemu przyjmą człowieka do pracy, zwłaszcza mężczyznę z uprawnieniami np. do prowadzenia wózków widłowych. Oby tylko nie pił, nie kradł i chciał pracować. Mówię im wprost: „Będziesz żył i staniesz na nogi, ale nie przeszkadzaj mi sobie pomóc”.

O tych wszystkich inicjatywach opowiada ksiądz w czasie przeszłym, bo to nie dotyczy ubiegłego roku, pandemicznego?

Miniony rok ograniczył nas do tego, co konieczne i niezbędne.

Jak zatem wygląda posługa księdza w siedleckim zakładzie w tym trudnym czasie?

Robię wszystko, żeby służyć moim podopiecznym. Bardzo pomocny jest radiowęzeł. Przed świętami nagrałem konferencje, rekolekcje, audycje. Zachęcam do uczestnictwa we mszy świętej za pośrednictwem telewizji. Staram się regularnie dostarczać książki, modlitewniki, różańce, Pismo Święte. Wprawdzie jestem na miejscu, ale nie mogę wchodzić do oddziałów, cel. Moja działalność jest teraz głównie wirtualna. Podobnie zresztą jest w wielu parafiach, które transmitują nabożeństwa online.

Załoga jednostki też może na księdza liczyć?

Pomagam jak mogę. Staram się być na wszystkich uroczystościach, na które zostanę zaproszony. Stworzyliśmy grupę, z którą wyjeżdżaliśmy za granicę. Byliśmy w Rzymie i w Gruzji. Planowaliśmy polecieć do Ziemi Świętej i do Armenii, ale pandemia nas zatrzymała.

Zespół Prasowy CZSW

zdjęcia Zbigniew Śpiewak, archiwum prywatne księdza Mateusza Czubaka

Generuj pdf
Znajdź nas również na
Serwis Służby Więziennej